Ostatni dzień naszego pobytu we Włoszech rozpoczął się klasycznie: budzik zadzwonił za wcześnie, śniadanie zjedliśmy za szybko, a tempo zwiedzania jak zawsze – olimpijskie. Ruszyliśmy na spacer po Wenecji, czyli mieście, gdzie ulice to kanały, a samochody to łódki.
Zobaczyliśmy Plac św. Marka – pełen gołębi z osobowością i turystów z selfie-stickami.
Później klasyczne gubienie się w wąskich uliczkach, czyli „wenecki escape room” bez prowadzącego. Jedni szukali pamiątek, inni lodów. Gondolierzy śpiewali, turyści się zachwycali, a my robiliśmy zdjęcia.
Wieczorem wróciliśmy do autokaru, gdzie rozpoczęła się kolejna przygoda – tym razem z serii: „Jak przespać 15 godzin w pozycji siedzącej”. Zmęczeni, opaleni ruszyliśmy w długą podróż do domu – z bagażem pełnym pamiątek, wspomnień.

















